niedziela, 18 lutego 2018

Agresywni taksówkarze napastują Ubera...?

                Weekend, późna noc… Trzeba jakoś wrócić do obozu, ale autobus jest jeden co godzinę. Cóż się robi w takiej sytuacji? Należy przepłacić i zadzwonić po taksówkę.
- Znasz jakiś numer na dobre taxi? – zapytał Błazen Kota.
- Miau.
- To poszukajmy w internecie. Brr, ale śnieżyca, zimno… - drżącą ręką wyciągał z kieszeni telefon. – Szkoda, że nie mogę obsługiwać tego w rękawiczce. Te „postępy technologiczne”… - westchnął wpisując hasło w wyszukiwarce. – Dobra, ci są polecani, to dzwonimy.
- Miau, miau – popędzał go zmarznięty Kot.
- Już, już… Dobry wieczór, chciałbym zamówić taksówkę na taki i taki adres.
- Hm… Samochód może tam być za trzydzieści minut, nie mamy teraz taksówek w tej okolicy.
- Trzydzieści minut? To nie, dziękuję – rozłączył się. – Dzwonię pod następny – wklepał numer. – Dobry wieczór, chciałbym zamówić taksówkę na taki i taki adres.
- Bardzo przepraszam, wszystkie taksówki są w tej chwili zajęte. Może mógłby pan poczekać tak do czterdziestu minut?
- Czterdzieści minut? To nie, dziękuję – rozłączył się i wybrał kolejny numer. – Dobry wieczór, chciałbym zamówić taksówkę na taki i taki adres.
- Dobrze, samochód podjedzie w ciągu dziesięciu minut, będzie mieć numer 34.
- Dziękuję bardzo.
Czekali w śnieżycy przez dziesięć minut, ale nic nie nadjechało. Później przez kolejne dziesięć, aż z niecierpliwości Błazen zadzwonił ponownie.
- Dobry wieczór, dziesięć minut temu miała odebrać mnie taksówka 34 pod takim i takim adresem, ale nadal jej nie ma.
- Rozumiem, zaraz skontaktuję się z taksówkarzem.
Po pięciu minutach oddzwoniono do Błazna…
- Podobno taksówkarz czeka, a pana tam nie ma.
- Hę? No bardzo ciekawe, bo my tu czekamy i to jego nie ma.
- Zaraz zadzwonię do pana ponownie.
Po kolejnych pięciu minutach znowu zadzwonił telefon Błazna, tym razem inny numer.
- Dobry wieczór, tu taksówkarz, czekam na pana pod tym budynkiem. Tam naprzeciwko jest bank PKO BP, tak?
- Nie, proszę pana, to jest z drugiej strony budynku, i tu gdzie ja stoję jest wyraźnie napisany adres, który podawałem. – Błazen ledwo sklejał słowa, bo już mu zamarzły usta.
- Dobrze, już jadę.
Po dwóch minutach nadjechał wreszcie. Błazen szybko wziął Kota do plecaka i otworzył drzwi samochodu.
- Pan ma kota?! – zapytał Taksówkarz zszokowany.
- Tak, tu w plecaku.
- Nie wożę zwierząt! – krzyknął.
W ten oto sposób Błazen zmarnował trzydzieści dwie minuty i porządnie zmarzł. Stał w środku nocy w śnieżycy i patrzył na mijające go taksówki z pasażerami.
- Co teraz robimy, Kocie? Może jednak pójdźmy na autobus, na nim chyba bardziej można polegać…
- Miau miau miau miau miau? – zaproponował.
- Uber? A no miałem coś takiego kiedyś, ale nie korzystałem… To zobaczmy, ale jak nic z tego nie wyjdzie to idźmy na autobus, już własnego nosa nie czuję.
Po trzech minutach grzebania się w telefonie Błazen zamówił kierowcę. Po ośmiu minutach mógł już otworzyć drzwi samochodu.
- Uber? – zapytał.
- Tak – odparł kierowca.
- Można z kotem?
- Tak, proszę wsiadać.
Wsiedli. Zaczęli jechać.
- Zimno panu? Podkręcić ogrzewanie?
- Tak, proszę… - odparł niebieskimi ustami, dygocząc.
- Włączyć radio?
- Nie trzeba, dziękuję…
- Mhm. Chyba długo pan był w tej śnieżycy?
- Jakieś czterdzieści minut… Trudno było o taksówkę, a jak już jedna przyjechała to w złe miejsce, a jak już nas znalazła to kierowca nie zgodził się na kota…
- No tak, tak… Tak bywa…
Podróż odbywała się spokojnie, aż ustali na czerwonym świetle, a na pasie obok zatrzymała się taksówka. Światło wkrótce zmieniło się na zielone i oboje ruszyli prosto, ale taksówkarz wyraźnie jechał zygzakiem, jak gdyby atakowała go w samochodzie osa.
- Co on wyprawia? – zdziwił się Kierowca Ubera i zaczął próbować zobaczyć taksówkarza, jednocześnie mając oko na drogę. Błazen i Kot również wyjrzeli, a wówczas cała trójka spostrzegła, iż taksówkarz ma złowrogą minę i grozi im palcem.
- Coś się stało? Chyba nie złamaliśmy żadnych przepisów? – zmartwił się Błazen.
- Nie, za to on łamie przepisy jadąc w ten sposób – zauważył Kierowca.
- Jeszcze w nas uderzy, i co wtedy… - Błazna ogarniał strach.
- Właśnie dlatego to robi, aby nas postraszyć, że uderzy. Lepiej nie zwracać na niego uwagi, puste pogróżki, przecież nie skasuje własnego samochodu.
Po minucie jazdy z Szalonym Taksówkarzem u boku, ten postanowił zmienić formę nękania. Wyciągnął telefon i robił im zdjęcia.
- Co on teraz robi? – Błazen drżał już nie z zimna, a z przerażenia.
- Grozi, że ma nasze zdjęcia, więc nas znajdzie. Proszę się nie bać, to typowe u taksówkarzy, oni nienawidzą kierowców Ubera, praktycznie codziennie jakiś mnie atakuje. Jak tylko któryś zobaczy, że mam w telefonie włączoną aplikację Ubera to zawsze robi coś głupiego.
- Ale dlaczego?
Po tym pytaniu Szalony Taksówkarz przycisnął gaz  i odjechał przekraczając dozwoloną prędkość.
- Bo jesteśmy dla nich konkurencją – odparł Kierowca spokojnym głosem.
- A czy oni między sobą też nie są konkurencją? Dlaczego atakują tylko Ubera?
- Bo w Uberze pracujemy na innych warunkach, niż taksówki, więc zarabiamy więcej. No i ludzie coraz chętniej wolą Ubera, więc taksówki mają mniej klientów.
- To może ci taksówkarze powinni po prostu też przenieść się do Ubera?
- Może powinni, może nie powinni… Póki co próbują zmieść nas z rynku. Nawet w Internecie, podając się za kierowców Ubera, zniechęcają ludzi do tej pracy pisząc, że nie warto się jej podejmować.
- A warto? – zaciekawił się.
- Tak, ale niedługo to się chyba zmieni.
- Dlaczego?
- Bo Uber ma skarbówkę na ogonie.
- Skarbówkę? Jak to?
- Widzi pan, my nie mamy kasy fiskalnej i nie wydajemy paragonów, a wielu kierowców nie ma też licencji na przewóz osób. Z tego powodu koszty pracy są niższe, a więc przychody skarbówki również. No i ze względu na polskie prawo uważa się to za nie do końca legalną działalność.
- Czyli jak zwykle chodzi o wysysanie z ludzi pieniędzy… A co z BlaBlaCar? Oni też nie mają kasy fiskalnej i licencji – zauważył Błazen.
- No właśnie… Ale Uber podciąga się bardziej pod usługi taksówkarskie. – W tym momencie Kierowca przepuścił taksówkę, a taksówkarz pomachał mu w podziękowaniu, nieświadom tego, że ma do czynienia z kierowcą Ubera. – Akurat jakoś dziesiątego dostałem wiadomość od Ubera, że od dwudziestego drugiego lutego wprowadzone zostają płatności gotówkowe, a więc każdy musi zaopatrzyć się w kasę fiskalną – dodał Kierowca.
- Czyli problem rozwiązany?
- Dla Ubera tak, bo spycha go na swoich kierowców - wyjaśnił. - Teraz jak taki kierowca nie kupi kasy to nie będzie mógł dalej pracować, a jak kupi kasę to będzie musiał sobie wyrobić licencję, bo już nie ma wymówek. Kasa kosztuje ponad tysiąc. Licencja też tania nie jest, a w dodatku czeka się jeden lub dwa miesiące na otrzymanie jej. No i dali nam na to wszystko mniej, niż miesiąc…
- Pieniądze i biurokracja… Więc co teraz?
- Więc teraz albo dużo kierowców się wykruszy, albo poniesie konsekwencje prawne i wykruszy się dopiero później.
- Hm… A pan?
- Ja pozostaję optymistą – zaśmiał się. – Mniej kierowców oznacza więcej klientów dla mnie, haha! Poczekamy, zobaczymy.
Znowu ustali na czerwonym świetle, a obok nich znowu zatrzymała się taksówka. Kierowca nie zwracał na to uwagi, aż usłyszał walenie w szybę. Wtedy spojrzał w lewo i ujrzał wściekłego taksówkarza. Otworzył okno.
- Te, ruski! Uber, hę?! – krzyczał Wściekły Taksówkarz.
- Żaden ruski.
- Pierdolony !@#$%^&*!!! – przeklinał.
- Proszę pana, nie można tak wysiadać z samochodu, zaraz będzie zielone światło – zwrócił mu uwagę Kierowca.
- Wypierdalaaaj!!! – wrzasnął Wściekły Taksówkarz ignorując spostrzeżenie Kierowcy. – Uberowiec jebany!!! !@#$%^&*!!! – podniósł ręce i wsadził je przez okno do samochodu, najwyraźniej chcąc zrobić coś złego Kierowcy. Wówczas Kierowca błyskawicznie wyciągnął skądś gaz pieprzowy i solidnie spryskał nim napastnika. Światło było już zielone, a więc gdy tylko Wściekły Taksówkarz odskoczył w cierpieniu, Kierowca odjechał.
- Bardzo pana przepraszam za te przygody… - powiedział Kierowca do Błazna, wyraźnie zawstydzony tym wszystkim.
- Nie ma sprawy, to nie pańska wina… - Błazen westchnął nad wszechobecnym absurdem. – Słyszałem już raz, że taksówkarze nienawidzą uberowców, ale nie spodziewałem się, że jest aż tak źle… Przecież to dosłownie napaści i nękania! W dodatku przy klientach? Czy to jest ich sposób na odzyskanie ich? Sami sobie psują reputację…



Miłego absurdu, 
Błazen Podróżny

niedziela, 11 lutego 2018

Jak pączki w maśle...

                Dawniej było oczywiste skąd biorą się pączki: z piekarnika mamy. Teraz, w czasach równości i postępu, to już nie jest takie proste…
- Kocie, odkąd zaczął się rok to jaznowu cierpię na jedną chorobę za drugą… - narzekał Błazen, trzymając się za obolałą głowę. – Chyba muszę wznowić kurację olejkiem terpentynowym...
- Miau miau miau – odpowiedział Kot próbując go pocieszyć.
- Przymknij oczy, proszę, tak jasno odbijają światło… Jestem wrażliwy na światło, gdy mam migrenę.
- Miaaau… - Posłuchał prośby.
- Och, i mówmy trochę ciszej, proszę… Dźwięki też mnie drażnią…
Później Błazen zasnął, a Kot zastanowił się co mógłby zrobić, aby umilić Błaznowi ten kolejny trudny dzień. Wtem wibrysami wyczuł w powietrzu, że wzywa go jego kolega Kocur. Bezszelestnie wyszedł z namiotu i ruszył za wezwaniem.
- Miau miau miau miau miau? – zapytał, gdy był w miejscu, w którym wiedział, że chowa się Kocur.
- Miaaaau… - odpowiedział mu Kocur gdzieś z krzaków. – Miaaaau miaaaau miaaaaaaaaau…
- Miau miau miau? – Kot niedowierzał, a więc zajrzał w kalendarz. – Miau miau! – wykrzyknął. – Miau!
- Miaaaau!
Po tym pożegnaniu Kot popędził do supermarketu, ale jeszcze w połowie drogi nie był, gdy usłyszał trąbienie. Spojrzał na odpowiedzialny za to samochód, a  w środku zobaczył Brata Błazna.
- Dokąd biegniesz, Kocie?
- Miau miau miau! Miau miau miau miau miau! – wyjaśnił mu Kot.
- Hm… To wsiadaj, pomogę ci.
I pojechali do sklepu. Udało im się trafić na taką porę, gdy jeszcze nie było tłumu. Brat Błazna wziął wózek, Kot do tego wózka wsiadł, w miejsce przeznaczone dla dzieci, i wyruszyli na zakupy.
Gdy tylko zaopatrzyli się w mięso, którego oboje są wielkimi fanami, podjechali do sekcji z pieczywami. W miejscu, gdzie zawsze leżały podróbki pizzy i wytwory z odpadów, nazywane „cebulakiem”, „zapiekanką” albo „bułką z serem”, już z daleka widać było kolorowe pączki.
- Które bierzemy? –zapytał Brat Błazna.
Kot nie był w stanie odpowiedzieć, bo ślinił się na widok każdego.
- To weźmy każdy rodzaj, po jednym na osobę – rzekł Brat Błazna widząc dylemat Kota, po czym wręczył Kotu pierwsze pudełko na pączki.
- Te mają w środku dżem różany – usłyszeli jakąś kobietę, która wraz z koleżanką również polowała na pączki. Wtedy Kot załadował wspomniane przez nią pączki.
Kiedy mieli trzy pudełka, po sześć pączków na jedno, zamierzali wyjść, ale wówczas Kot zobaczył nieopodal półkę z kolejnymi typami pączków. Te miały polewę w nienaturalnych kolorach i dziurkę w środku. Podeszli do nich i Kot już się cieszył, ale wtedy Brat Błazna powiedział:
- Nie opłaca się, płacisz więcej, a masz mniej.
Wtedy jakiś mężczyzna, który również rozważał kupno tych pączków, zawrócił się i odszedł, jakby przekonany słowami Brata Błazna. Zaśmiali się na ten widok i również odeszli, prosto do kasy, aby przekonać się, że w tym krótkim czasie, jaki zajęło im załadowanie koszyka, sklep zdążył się napełnić. Na szczęście większość kas była otwarta, zatem ustali w kolejce, gdzie mieli przed sobą tylko dwie osoby. Wyłądowali zakupy, zapłacili za nie, zapakowali je do toreb i wyszli…
- No, to zaskoczymy dzisiaj Błazna! On nigdy nie pamięta o Tłustym Czwartku, ani jakimkolwiek innym specjalnym dniu, haha! – Pakowali zakupy do bagażnika, a chwilę później wyjeżdżali już z parkingu. Wtedy Kot zobaczył coś niespodziewanego…
- Miau! – pokazał łapą na wielką kolejkę pod miejscem o nazwie „Stolica Pączków”.
- O, ciekawe czy tam pączki mają lepsze.
Kot natomiast zastanawiał się, czy cukiernia specjalnie zmieniła nazwę na ten dzień.
- Miau miau miau? – zapytał Brata Błazna.
- Nie sądzę, ale taka nazwa i tak pasuje przez cały rok. Tu mamy stolicę, a my... czyż nie jesteśmy jak pączki w maśle? W tej Unii Europejskiej... Pączki w bardzo, bardzo gorącym maśle… - głos Brata Błazna niespodziewanie zrobił się niepokojąco tajemniczy. - Temperatura wzrasta z każdym dniem… A my coraz bardziej tym masełkiem ociekamy, radośni... Obrastamy w tłuszczyk... Aż któregoś dnia nadejdzie Tłusty Czwartek i się na nas rzucą...


Miłego absurdu, 
chorujący Błazen Podróżny