niedziela, 29 stycznia 2017

Cel Twojego życia.

                Podobno jak nie zdobyłeś uprawnień do wykonywania jakiegokolwiek zawodu to nie zaliczasz się do osób dobrze wyedukowanych i bez względu na to, jak dobrze znasz się na jakiejś dziedzinie, raczej niemądrze jest oczekiwać zatrudnienia w zawodzie, który ma z nią coś wspólnego. W wielu zawodach prawdopodobnie ma to sens. Jeśli jednak ukończysz już studia z wybranej dziedziny, to... akurat w Polsce szanse na pracowanie w tym zawodzie nadal są nikłe. Natomiast nieco większe na zostanie zatrudnionym gdziekolwiek. Często więc degraduje się swoje pasje do miana "hobby" i dedukuje się, która profesja jest akurat pożądana na rynku pracy. Następnie idzie się ją studiować z nadzieją, iż po ukończeniu studiów nadal będzie duży popyt na tego typu fachowców. 
Tym sposobem utalentowani treserzy psów zostają fizjoterapeutami pracującymi w salonach kosmetycznych, gdzie wykonują masaże relaksacyjne, a zapaleni nurkowie męczą się studiując monotonną logistykę, aby później... Kto wie, bądźmy optymistyczni. Czasem nawet rozlana farba zostaje wielkim dziełem sztuki. 
                A co się dzieje z tymi, co decydują się studiować słabo zapowiadającą się profesję, którą kochają najbardziej na świecie? 
- Kocie, nie uwierzysz czego się dowiedziałem. 
- Miau? 
- Pamiętasz Bożydara? Tego gościa studiującego chemię? 
- Miau. 
- Tak się temu poświęcił, że nocami pracował w klubie ze striptizem, aby tylko było go stać na dalszą naukę. Dlatego miło było się dowiedzieć, iż ma już tytuł magistra. 
- Miau... - przekręcił Kot oczami. 
- Ale to jeszcze nie jest ta zaskakująca wiadomość. 
- Miau? 
- No więc Bożydar pracuje teraz jako instruktor pole dance'u. 
- Miau? 
- Tak. Najwyraźniej w tych czasach naukowcy nie są zbyt potrzebni, natomiast bardzo popularny stał się taniec na rurze. 
- Miau... - wzdrygnął się Kot na swoje wyobrażenie "tańca na rurze" i skutkach jego popularności. 
- Wiem co sobie myślisz, Kocie, więc od razu mówię: nie, nie każdy taniec na rurze oznacza striptiz. Jest to również rodzaj akrobatyki wykonywany dla sportu. 
Kot westchnął, zamknął na chwilę oczy, zebrał myśli i zapytał: 
- Miau miau miau? 
- Nooo... może i Bożydar nie był typem sportowca, ale... pod presją społeczeństwa próbował pracować nad swoją sylwetką, więc kto wie, być może to się zmieniło. 
- Miau miau miau? - kontynuował Kot swe pytania, najwyraźniej do czegoś zmierzając. 
- Hm... Tak, na pewno większości ten taniec kojarzy się ze striptizem. 
- Miau miau miau? 
- Hm... No tak, pewnie więc większość jego uczniów wcale nie uczy się tego, aby zostać akrobatą. 
- Miau. 
- Tak, tak, uczennic, pewnie masz rację. 
- Miau miau miau? 
- Może i zwiększy się ilość striptizerek, ale pomyśl tylko: Bożydarowi taka praca umożliwiła ukończenie studiów. 
- Miau miau? 
- Eee... nooo... Nie, nie pracuje w laboratorium... Może to tylko stan przejściowy? Może byłby teraz całkiem bezrobotny, gdyby nie to. 
- Miau miau... - zaczął Kot kolejne pytanie, ale Błazen przerwał mu, mówiąc: 
- Dobrze, Kocie, nie ma co się nad tym dłużej rozwodzić. Może po prostu odkrył, że lubi tańczyć na rurze, a co kto zrobi z pobraną od niego nauką to już nie jego rzecz. Na pewno studiując chemię nauczył się produkcji wielu substancji o wątpliwych właściwościach prozdrowotnych, a jakoś nie słychać nigdzie o tajemniczym brunecie terroryzującym miasto bronią chemiczną. 
- Miau... - skrzywił się Kot, ustępując. 
- Która to już godzina? - ocnkął się nagle Błazen i spojrzał na zegarek. - Mieliśmy dzisiaj iść do Faustyny, ojej... Jak chcemy zdążyć to lepiej już wychodźmy. 
Zebrali się i wyszli, a gdy tylko dotarli do salonu kosmetycznego, w którym Faustyna wykonuje masaże, zastali ją przebierającą w kosmetykach. 
- O, cześć - rzekła na ich widok, uśmiechnięta. - Zobaczcie ile mam kosmetyków, wszystkie z najwyższej półki. Te dostałam za darmo - wskazała jeden zbiór. - A te za jedną trzecią ceny sklepowej - wskazała drugi i zaśmiała się euforycznie. - Takie przywileje pracownika salonu kosmetycznego! - dodała. 
Kot poszedł na japoński manicure i pedicure, a Błazen na masaż wykonywany przez Faustynę. Włożył otrzymany strój, ułożył się na stole i zaczął próbować się relaksować, gdy Faustyna masowała jego zmęczone mięśnie jakby w synchronizacji z lecącą w tle delikatną muzyką. Myślał jednak cały czas o Bożydarze, więc po kilku minutach milczenia nie wytrzymał i zagadał: 
- Nie przeszkadza Ci, że nie pracujesz jako fizjoterapeutka? Tyle lat to studiowałaś... 
- Wieeesz... Trochę szkoda, bo faktycznie uczyłam się ciężko przez wiele lat... Ale tutaj ta wiedza też się przydaje. Być może samymi masażami nie każdego uleczę, ale jak w trakcie masażu wybadam coś u klienta to zawsze doradzam lub zachęcam do wybrania się na fizjoterapię. Pomagam też znajomym, rodzinie... No i nadal doszkalam się w fizjoterapii, być może kiedyś założę własny biznes. A póki co tak też jest dobrze. 
- Aha... Hm... Czyli niczego nie żałujesz? 
- Nie mam czasu na żałowanie czegoś, rachunki same się nie zapłacą. Ale widziałeś tamte kosmetyki? Wcześniej w ogóle nie interesowałam się takimi rzeczami, a teraz tyle wiem o sprawach urodowych! - zaśmiała się. - Teraz trochę zaboli - ostrzegła nagle. 
- Ał, ał... - poczuł ból w masowanym mięśniu. 
- Pewnie spędzasz za dużo czasu na nogach? - odgadła. 
- Tak, stale podróżuję... 
- Postaraj się nie przemęczać. A wracając do fizjoterapii, wybrałam ten kierunek studiów w ciemno, bo miało się opłacać - wyznała szczerze. 
- Czyli ostatecznie wszystko schodzi do pieniądza? A co z marzeniami? 
- Pieniądz, marzenia... Czasem te rzeczy chodzą w parach, a czasem nie. Niektórzy przez całe życie marzą o jednym, a innym ciągle to się zmienia. Jednego dnia pieniądze mają wartość, a innego można już tylko w piecu nimi palić. W tym czasie wszyscy mają to samo zadanie: przeżyć. Jednych doświadczeń chcemy, innych potrzebujemy... Gdziekolwiek Cię poniesie, na koniec i tak musisz płacić jebane podatki na cudze dzieci. 


Miłego absurdu, 
Błazen Podróżny

niedziela, 22 stycznia 2017

Jak sensownie marnować pieniądze, których nie masz.

                Ciepło bijące od ogniska przyjemnie otulało stare kości Błazna. Obok wypoczywał i Kot, zadowolony, w pozycji chleba.
- Kocie, może i zdarzały nam się kłopoty z rozpalaniem ogniska, ale kupowanie niszczarki dokumentów specjalnie po to, aby stare papiery lepiej się paliły to chyba lekka przesada… Doceniam starania, naprawdę… Tylko wiesz… Te papiery to nawet nie jest nasza rozpałka pierwszego wyboru.
- Miau… – machnął Kot łapą wygaszając dyskusję.
Nie poruszyli więcej tego tematu, lecz Błazen kontynuował zamartwianie się o ich sytuację finansową. Już dawno ustalił, że tygodniowo jest w stanie wydawać trzydzieści złotych na pożywienie, dzięki czemu miesięcznie powinien mieścić się w dwustu złotych ze wszystkimi najważniejszymi wydatkami. Drugie tyle przeznaczał na Kota, a poza tym dużo pieniędzy pochłaniał ich namiotowy styl życia, więc do skarbonki nie składał jakichś szalenie wysokich sum. Normalnie nie martwiłoby go to aż tak bardzo, ale zbierał teraz na nowy ekwipunek błazeński, gdyż stary tak się postarzał, iż w każdej chwili mógł na stałe odmówić posłuszeństwa. Kot miał również jakiś przychód, jednak ostatnimi czasy, dziwnym trafem, nie udawało mu się gromadzić znaczących oszczędności.
- Miau? – zagadał Kot któregoś dnia.
- Hm? Samochód? Nie potrzebuję.
- Miaaau…?
- Ale Twój jeszcze działa.
- Miaaau, miau… Miau miau?
- Więc jest już za stary dla Ciebie, ale dla mnie do użytku w sam raz?
- Miau miau miau.
- Nie, dzięki. Do czego Ty w ogóle potrzebujesz samochodu?
- Miau miau.
- Autobusy, rowery, cztery łapy… Może zastanów się kiedyś nad takimi alternatywami. Twój organizm i nasz ekosystem pewnie też na tym skorzystają.
- Miau miau miau miau. Miau?
- Jakie wakacje? Wojna światowa, nie ma gdzie wyjeżdżać. A  w ogóle to stać cię na wakacje? To polecisz samolotem, czy coś, i pewnie też taniej wyjdzie. Odkładałbyś sobie na ten cel wszystko to, co teraz przeznaczasz na samochód…
- Miau.
- No wiem, wiem, mądrzę się, taki mój los. Może skupmy się teraz na naszym małym kryzysie braku stałego dostępu do drewna opałowego, gdy tu zima wokół się rozkręca…
- Miau… - pokiwał Kot głową, a w jego oczach rozbłysło knucie.
                Następnego dnia, gdy Błazna nie było w obozie, Kot rozpoczął szykowanie, jak mniemał, miłej niespodzianki. Zagłębił się w wirtualny świat zasadzek, aż któraś złowiła jego równie wirtualny majątek…
- Kocie, wróciłem! Mam dobre wieści!
- Miau!
- Ty też? Ooo… – ucieszył się.
- Miau.
- No dobrze, to mówię. Otóż! Załatwiłem nam dostęp do opału na amen, musimy więc przecierpieć tylko jeden miesiąc, a później będą ogniska po wsze czasy.
- Miau…
- A jaka jest twoja nowina?
Kot odchrząknął zmieszany, a następnie skierował Błazna do namiotu…
- Co to?
- Miau.
- Eee – na chwilę zabrakło mu słów. – Aha… Tylko czy nam opłaca się ogrzewać kominkiem elektrycznym?
- Miau miau?
- Z klimatyzacją, no fajnie… Tylko ona też niekoniecznie będzie nam potrzebna. Chyba pamiętasz, że zainwestowałem w lepszą izolację namiotu? Latem nie powinno być już w środku aż takiego upału…
- Miau…
- Tak, wiem, nie posądzam cię o złe chęci.
- Miau miau?
- A po miesiącu będziesz jeszcze mógł to zwrócić?
- Miau.
- W takim razie głosowałbym przeciwko zatrzymaniu tego kominka, ale twoje wydatki to twoja sprawa, także zrobisz co zechcesz.
Zachowali więc sobie kominek elektryczny i używali go przez miesiąc. Później spoczął na stercie pozostałych sprzętów, które rzadko były im potrzebne.
- Nie mamy zbyt wielu papierów do tej niszczarki i w najbliższych latach raczej się to nie zmieni. Może by się jej pozbyć? – zaproponował Błazen piekąc nad ogniem ziemniaka na patyku.
- Miau… – wykręcił się Kot.
- No dobrze… a ten kombiwar? Jak widzisz i tak pieczemy nad ogniskiem.
- Miaau… – wykręcił się ponownie.
- Okej. A ta spiralna tarka do warzyw? Użyłeś jej dwa razy.
- Miaaau… – zajęczał.
- W porządku… To może chociaż któraś z tych trzech gitar? Nadal nie nauczyłeś się grać…
- Miaaaau…
- Wyciskarka do cytrusów? I tak kupujesz soki w kartonikach.
- Miaaaaau…
- Tamto dziwne urządzenie do pieczenia ciasteczek…? Użyłeś go dwa razy, cztery lata temu.
- Kinect do konsoli gier? Nadal czekasz na odpowiednio interesującą grę…?
- Miaau…
- Lodówka samochodowa? Przydała się jeden raz, w dniu zakupu.
- Miau…
Po kilku minutach już tylko kominek nie został wymieniony. Spojrzeli na siebie w zrozumieniu.
- Miau – oznajmił Kot twardo, nim Błazen poruszył ten temat.
- Próbuję to zrozumieć… – wyznał Błazen szczerze. – Głowię się i głowię, ale dochodzę tylko do jednego wniosku.
- Miau…?
- Przyznaj się, po prostu lubisz ten szpanerski wyświetlacz kominka.
Kot nie powiedział nic, ale jego cisza wygadała wszystko. Spojrzeli oboje na kominek, a później Kot włączył w nim obraz ognia i patrzyli na realistyczny ogień zahipnotyzowani jak ćmy, mimo tego, iż siedzieli przy prawdziwym ognisku.
- Wiesz co…?
- Miau?
- Zachowajmy ten kominek – odparł, potajemnie zerkając na swój kieszonkowy „Zap-it!” wiszący przy kluczach, którego niby miał używać na ugryzienia komarów, a tak naprawdę po prostu cieszy go strzelanie iskierką...
 

Miłego absurdu, 
Błazen Podróżny